piątek, 3 lutego 2017

Wywiad z Dyrektor Snape!



                     Witajcie drodzy uczniowie oraz szanowni profesorzy!

   
   Dzisiaj przygotowałam dla Was wywiad z naszą jedyną, niepowtarzalną Dyrektorką – Profesor R. Snape! Jest ona również Opiekunką Domu Ravenclaw oraz nauczycielką eliksirów. Dzięki wywiadowi macie szansę poznać ją lepiej, więc, bez zbędnego przedłużania, miłego czytania!


 Hejta: Dzień dobry. Dziękuję za zgodzenie się na wywiad!
  Dyrektorka Snape: Witaj, nie ma sprawy.

 H.: Więc może zaczynajmy. Skąd pani wpadła na pomysł utworzenia plemienia, które jest odwzorowaniem Hogwartu?
   D.S.: Właściwie to nie ja utworzyłam to plemię. Jego prawdziwym właścicielem jest kto inny, konkretnie dziewczyna, z którą dawniej się przyjaźniłam, teraz jednak nie utrzymujemy kontaktu, niestety. Co tu mówić, to długa historia, Uniwersytet nie jest taki młody.

 H.: W takim razie – jak pani została profesorką, opiekunem domu, a potem Dyrektorką?
    D.S.: To również długa historia. Znajduję się w tym plemieniu prawie od samego początku. Przed Uniwersytetem Magii były jeszcze inne plemiona, które zostały założone przez tą samą ekipę, to plemię jest jednak najstarsze. Osoby, które w tamtych czasach znajdowały się tu w dyrekcji już mnie znały i wiedziały, że chcę uczyć moich ukochanych eliksirów. Mówiąc szczerze nie pamiętam już jak było z posadą opiekuna, za to dołączenie do dyrekcji... Na początku była najzwyczajniejszą nauczycielką, pracownikiem. Przyjaźniłam się jednak z założycielką tego plemienia, jak już mówiłam. Po dłuższym czasie stwierdziła ona, iż zasłużyłam na to, aby należeć do dyrekcji. Tak się zaczęło. Potem kilka razy straciłam tą posadę, odzyskiwałam ją i znów traciłam. Zmiany składu dyrekcji i tak dalej, wiele się działo przez te kilka lat.

H.: Skoro wracamy już do tematów „początku”. Czy na początku była pani uczniem, czy od razu profesorem?
    D.S.: Tak jak już mówiłam na początku Uniwersytetu początkowo byłam chyba uczniem, ale wydaje mi się, że nie trwało to długo. Zostałam profesorem od eliksirów, którym byłam już w poprzednich plemionach. Jeśli jednak mówimy o prawdziwym początku, to należałoby wspomnieć o Myszogwarcie. Był to pierwszy raz, kiedy spotkałam tamtą ekipę. Potem była Akademia Magii i oczywiście Uniwersytet, zawsze byliśmy razem, jednak różne konflikty zmusiły nas do tego, aby rozpocząć wszystko na nowo. Kiedy tam dołączyłam, byłam uczennicą, Gryfonką konkretnie. Teraz Tiara przydzieliłaby mnie do innego domu. Trochę zajęło zanim udało mi się zdobyć posadę profesora eliksirów. Początkowo chciałam uczyć OPCM, jednak zwinięto mi ten przedmiot sprzed nosa.

H.: A teraz w jakim byłaby pani domu? I dlaczego akurat w tym, a nie innym?
     D.S.: Slytherin. To ostatecznie powiedziała mi Tiara. Przechodziłam wtedy małe zmiany charakteru, więc za każdym razem, gdy byłam przydzielana, po Ceremonii znajdowałam się w innym domu. Polubiłam Slytherin i uważam, że tam pasuję. Nie potrafię wyobrazić sobie siebie w jakimś innym domu, ewentualnie Ravenclaw, którego obecnie jestem opiekunką.  

H.: Rozumiem. Jaka jest pani ulubiona postać? Niech zgadnę, czy to Severus Snape?
    D.S.: Owszem, jest to Severus Snape, co można domyślić się po moim pseudonimie. Lubię też Lunę Lovegood, Nimfadorę Tonks i kilka innych postaci. Potrafię dostrzec w nich cechy, które posiadam i ja.

H.: Skoro krążymy już przy „ulubieńcach”. Jaka jest pani ulubiona część HP?
    D.S.: Jest to część szósta, Książę Półkrwi. Jest w niej dużo o moim ukochanym przedmiocie, eliksirach. Dowiadujemy się też sporo o młodym Voldemorcie, czyli Tomie. To również jedna z moich ulubionych postaci.

H.: Może oderwijmy się od tematu gry i Harrego Pottera. Co pani lubi robić w życiu realnym? Jakie jest pani hobby?
    D.S.: Prócz grania na komputerze nie mam za bardzo hobby. Czasem rysuję, lecz ostatnio nie potrafię się za to zabrać. Kiedyś wykonywałam jeszcze inne czynności w czasie wolnym, ale to już raczej przeszłość i nieszczególnie mam ochotę na ten temat rozmawiać. W chatce plemiennej wspominałam też raz, że kolekcjonuję lateksowe rękawiczki w różnych kolorach.

H.: O, bardzo ciekawe hobby. A jakim gatunkiem pani rysuje? Manga, realizm…
    D.S.: Raczej realizm. Nie uważam, aby zaczynanie od stylu komiksowego, typu manga, było dobrym pomysłem dla kogoś początkującego, potem trudno jest z niego zrezygnować i przerzucić się na coś bardziej realistycznego.

H.: Nigdy nie rysowałam realizmem, nie wychodzi mi. A może – jaki jest pani ulubiony kolor?
     D.S: Najbardziej lubię kolor czarny, tak typowo. Gustuję w chłodnych barwach, typu niebieski, fioletowy, zielony i tak dalej. Podobają mi się również wszystkie odcienie od bieli do czerni.

H.: A jakie pani przybrała motto życiowe? I dlaczego? Czy może w ogóle pani go nie posiada?
    D.S.: Raczej nie posiadam takiego motto, więc tutaj się za bardzo nie rozpiszę.

H.: Przedostatnie pytanie: Jakie jest pani ulubione zwierzę?
    D.S.: Lubię wilki, lecz darzę sympatią również te domowe zwierzęta, jak psy czy koty.

H.: Też bardzo lubię wilki! I już ostanie pytanie - jest pani wzrokowcem, słuchowcem czy może kinestetykiem?
     D.S.: Podobno jestem słuchowcem, lecz trudno mi powiedzieć. Skłaniałabym się raczej w stronę wzrokowca lub kinestetyka. Łatwiej idzie mi nauka, gdy mogę spojrzeć na dany tekst i mam go przed sobą, niż wtedy, gdy przykładowo ktoś mi go czyta.

H.: Myślę, że już i tak zamęczyłam panią pytaniami. Bardzo dziękuję za wywiad! Miłego dnia!
   D.S.: Nie ma sprawy. Również życzę miłego dnia.


      Mam nadzieję, że wywiad się Wam spodobał! No, więc  na razie udaje mi się wstawiać posty często i regularnie, liczę na to, że tak zostanie!

                                                                                                           &Hejta. :)

1 komentarz: